Singapur-miasto idealne
Drugi raz w Singapurze i kończę wyjazd z tym samym wnioskiem. Jest to na razie jedyne miasto, do którego chciałbym się na kilka miesięcy przeprowadzić. W sumie niezłe osiągnięcie — przekonać kogoś o moich poglądach; przy mnie Korwin jest lewakiem — że miasto oparte o komunikację miejską, gdzie 80% mieszkań jest zbudowanych przez państwo, może dobrze działać, ale to jest fakt. Praktycznie same plusy. Wszędzie czysto i bezpiecznie, dobry klimat, najlepsze lotnisko na świecie, więc cała Azja Południowo-Wschodnia jest w zasięgu dwóch godzin lotu tanimi liniami. Na lotnisko ze ścisłego centrum jedzie się 30 minut metrem, a odprawy są bardzo sprawne.
Na co dzień super sprawą są hawker centers, gdzie można tanio i szybko zjeść. To jest właśnie przykład tego, jak wiele rzeczy jest tutaj przemyślane. Zamiast street foodu takiego jak w Tajlandii, gdzie nie ma gdzie usiąść, przy gotowaniu nie ma bieżącej wody i wszędzie walają się plastikowe opakowania, są zadaszone miejsca, gdzie jest kilkanaście, a czasami kilkadziesiąt stoisk z jedzeniem z całej Azji. Pomiędzy nimi stoliki ze stołkami. Wielorazowe naczynia oddaje się w zbiorcze miejsca, gdzie są myte, dzięki czemu nie trzeba używać ton plastiku.
Odnośnie samych śmieci też jest to tutaj zaplanowane od A do Z. Po pierwsze, bardzo poważnie traktowane jest śmiecenie w miejscach publicznych, więc praktycznie się to nie zdarza. Po drugie, nie popadli tutaj w zieloną paranoję i sortowanie śmieci na 10 frakcji, które i tak potem są mieszane. Zamiast tego są spalarnie śmieci, które pozwalają w ekologiczny sposób pozbyć się problemu, dodatkowo generując energię. Cóż, to są takie problemy, gdzie wolny rynek nie zadziała. Ktoś musi to przemyśleć centralnie.
Singapur nie jest państwem demokratycznym w rozumieniu euro-kołchozu. Teoretycznie są wybory, ale wygrywa ta sama partia. Dopuszczalna i wykonywana jest kara śmierci oraz kary cielesne. Pewnie dlatego nie ma tutaj problemów znanych z europejskich, liberalnych miast. Są to rządy bardziej technokratyczne niż autorytarne. Wystarczy spojrzeć na życiorys premiera, ze studiami w USA, MBA (niestety nie w Collegium Humanum, tylko na Harvardzie).
Kraj jest drugi w rankingu Doing Business, więc w sumie chyba nie tacy lewacy…
Brakuje w sumie jedynie trochę nocnego życia — nie jestem mocno imprezowy, ale jednak podczas dłuższych pobytów, np. w Lizbonie, chętnie się czasem pozna trochę ludzi i rozerwie gdzieś wieczorem.
No i największy problem. Praktycznie nie można tutaj dostać wizy innej niż turystyczna czy studencka. Mieszkanie na wizie turystycznej, nawet kilka miesięcy, może być trochę ryzykowne i mało wygodne.
Filed under: Uncategorized - @ 2 stycznia, 2026 3:10 am